tabletki, tableteczki, tabletunie…

Categories CodziennośćPosted on

Według ajurwedy wszystko jest ze sobą połączone i wszystko ma wpływ na wszystko a całość to dużo więcej niż tylko suma części.

Odwrotnie podchodzi do zagadnienia nowoczesna nauka i medycyna alopatyczna izolując co tylko się da, rozbierając na części  i rozpatrując w oddzieleniu od całej reszty.  To właśnie ten mechanizm leży u podstaw stworzenia nowoczesnej tabletki.

To swoiste kuriozum naszych czasów. Bierzemy chory organ, badamy jego funkcjonowanie i biochemię (jakby zupełnie in vitro) po czym komponujemy tabletkę aby go wyleczyć. Nie ważne, że tabletka ta zaburza wszystko wkoło  prowadząc w długiej perspektywie czasowej do większych strat – cel został osiągnięty bo wybrany organ został szybko wyleczony.  Nie jestem specjalną fanką teorii spiskowych ale włos się na głowie jeży kiedy pomyślę jak działają mechanizmy doprowadzające do powstania takiej tabletki i wypracowania zapotrzebowania na nią końcem skutkujące pogłębieniem czyjejś fortuny…

Nie chce tu dziś pisać o tabletkach na wątrobę, serce czy na ból głowy choć to ciekawe tematy. Dziś będzie o szeroko pojętych suplementach diety.

To nowoczesne źle rozumiane diety są matkami nowocześnie pojętej suplementacji. Lekarz, dietetyk (lub pismo kobiece?! ) polecają Ci którąś z całej masy monogamicznych diet cud, której oczywistym i jedynym celem jest redukcja wagi polecając jednocześnie określoną suplementację jako czynnik czysto uzupełniający, normalny i powszechny.

To tak nie działa!

Przede wszystkim nastąpiła całkowita deformacja przyczyn tak zwanego „odchudzania”. Żyjemy w czasach kultu jednorodnie pojętego, fizycznego piękna będącego wypadkową natłoku obrazów płynących z mediów. Zjawisko aureoli króluje w każdej możliwej dziedzinie życia powodując, iż jesteśmy skłonni przypisywać ładniejszym ludziom czy rzeczom większą wagę. Wszyscy zapomnieliśmy o ważniejszych sprawach – choćby o zdrowiu. Całe serie wyniszczających diet obiecują nam utratę kilku  lub kilkunastu kilo nic nie wspominając o długofalowych skutkach ich stosowania. Popełniamy je pustosząc nasze ciała w imię zaszczepionych nam nieosiągalnych ideałów dostając w zamian efekt jojo, przeciążone toksynami i niedożywiony jednocześnie organizm, depresje, zmęczenie i zniechęcenie. Żadne suplementy tego nie naprawią.

Nasze ciało przez wieki ewolucji stało się wielce skomplikowaną, złożoną i wyczuloną na sygnały maszynerią  ściśle przystosowaną do środowiska, w którym żyjemy.  Umie ono wytwarzać lub przyswajać związki potrzebne do podtrzymania życia z dostarczanych mu produktów i substancji. Od tysięcy lat były to wyłącznie zupełnie naturalne produkty dostępne w otaczającym nas świecie.

Od 300-400 lat coś się zmieniło. Następuje gwałtownie przyśpieszający proces dostarczania do naszych ciał świadomie lub też nie całej masy sztucznie stworzonych substancji.  Sztuczne witaminy,  ulepszacze smaku wszelakie, konserwanty i polutanty. Tysiące substancji, które połykamy wraz z wysoce przetworzonym jedzeniem, wsmarowujemy w skórę w postaci kosmetyków czy wdychamy razem z zanieczyszczonym powietrzem mają ciągły i niezbadany jeszcze wpływ na nasze ciała. Tak naprawdę przeprowadzamy wszyscy sami na sobie długofalowe doświadczenie którego ubocznymi skutkami są już widoczne choroby cywilizacyjne i powszechnie występujące depresje. Co będzie długofalowym skutkiem tego co z sobą robimy?!

Nowoczesna suplementacja tylko zaognia problem. Jako że tabletki witaminowe nigdy nie rosły na krzaczkach nasz organizm  nie był w stanie przystosować się do ich przyjmowania. Wchłanianie większości sztucznie stworzonych suplementów diety pozostawia wiele do życzenia, wyrządzając nam często więcej  krzywdy niż pożytku. Nie wiemy dokładnie ile mamy przyjmować tabletek bo nie ma żadnych rzetelnych badań opisujących rzeczywiste wchłanianie owych środków skorelowane z dietą, wiekiem, środowiskiem w jakim żyjemy czy z rodzajem aktywności jaki uprawiamy etc. Na przykład inne zapotrzebowanie na witaminę A będzie miała kobieta mająca lekką pracę siedząca, wegetarianka spożywająca w większości surowe warzywa i owoce oraz niewielkie ilości ekologicznego nabiału niż jej koleżanka w podobnym wieku mająca ciężką pracę fizyczną, miłośniczka fast foodu i mięsnych smażonych potraw. Inne też będzie ich przyswajanie tej witaminy. Co do witaminy A przyjmowanej w tabletkach to mimo że w latach 90 udowodniono brak jej pozytywnej korelacji z występowaniem nowotworów i chorób serca do dziś przemysł farmaceutyczny zarabia krocie na jej sprzedaży. Razem z witaminą E i C wciąż jest najczęściej zażywaną tabletką witaminową. Wciąż też jest uznawana i jednoznacznie reklamowana jako świetna ochronę przed rakiem i chorobami układu krążenia…

Kolejnym ważnym zagadnieniem ilościowym z którym medycyna alopatyczna raczej sobie nie radzi dawkując nam suplementy jest zależność pomiędzy różnymi pierwiastkami. Ważniejszy od ilości danego pierwiastka,  substancji w organizmie jest jej stosunek do innego pierwiastka czy substancji. Ten stosunek jest ściśle powiązany z prawidłowym metabolizmem, transportowaniem oraz wykorzystywaniem energii przez nasz organizm. O tą też zależność rozbija się dawkowanie wszelkich minerałów i pierwiastków śladowych. Na przykład nie jest ważna zawartość w naszym ciele samej ilość wapnia ale jego stosunek do fosforu. Od stosunku wapnia do fosforu zacznę ponieważ zarządza naszym metabolizmem i decyduje o przewadze procesów anabolicznych lub katabolicznych zachodzących w naszym ciele. Na ten stosunek ogromny wpływ ma nasza dieta i umiejętność przyswajania składników. Bardzo łatwo go zaburzyć nie tylko nieprawidłowo się odżywiając ale także przyjmując suplementy np. wapnia bardzo zresztą popularne. Jeśli bez powodu zaczniemy przyjmować tabletki z wapniem może poskutkować to zwolnieniem naszego metabolizmu. Nasze komórki wolniej będą wytwarzały energię, zaczną przeważać procesy anaboliczne zaburzając dynamiczną równowagę pomiędzy anabolizmem a katabolizmem. Świetnym i bardzo smutnym przykładem jest moda na suplementacje wapniem kobiet w wieku menopauzalnym w związku z premedytacją stworzonym zagrożeniem osteoporozą. Nasza bogata w białko zwierzęce dieta powoduje, że organizm aby zneutralizować nadmierne zakwaszanie pozyskuje łatwo dostępne zasady – sole wapnia z naszych zębów i kości – doprowadzając do osteoporozy i fundując nam z wiekiem sztuczne szczęki. Tabletki wapnia które mają nam pomóc nie są dobrze przyswajalne jeżeli w naszej diecie przeważa białko i tłuszcze zwierzęce oraz cukier ale jakoś nikt o tym nie mówi. Tłuszcze zwierzęce bowiem wiążą wapno w niestrawne substancje które zostają usuwane z organizmu. Cukier rafinowany zaś spowoduje, że tabletka wapnia zamiast być wykorzystana do wspomożenia układu kostnego zostanie zużyta jako neutralizator kwasów powstających w wyniku procesów trawienia cukru. Jeśli zaś zwiększymy ilość połykanych tabletek wapnia to też niewiele da bo przyswajalność się nie zmieni, a nadmiar wapnia w organizmie zwolni nam tylko tempo przemian materii – zaczniemy tyć w okolicach brzuch i ud, będziemy mieli niskie ciśnienie krwi, będziemy senni i zmęczeni, będzie nam towarzyszyło często uczucie zimna. Ale jakoś nie mówią o tym firmy farmaceutyczne sprzedające suplementy wapnia…

Stosunek wapnia do fosforu nie jest jedynym decydującym o dobrostanie naszego organizmu jest wiele innych. Stosunek  wapnia do potasu ściśle związany z gospodarką hormonalną i pracą tarczycy często odpowiadający za skłonność do tycia związaną z jej niedoczynnością. Wapnia do magnezu, który odpowiada za prawidłowe napięcie mięśniowe – jeśli wzajemna proporcja między nimi jest zaburzona przyjmowaniem na przykład suplementów wapnia lub magnezu może prowadzić to do wzmożonego napięcia mięśni, częstych skurczów, zaburzeń układu kostnego, pokarmowego i nerwowego. A my przecież łykamy magnez notorycznie…

Sodu do magnezu który ma wpływ na ciśnienie krwi, który zaburzamy soląc na potęgę i łykając suplementy magnezowe. Żelaza do miedzi odpowiadający za tworzenie się krwinek czerwonych, który to proces można zaburzyć nieprzemyślaną i sztuczną suplementacją. Na przyswajanie żelaza ma także wpływ poziom wapnia w naszym ciele i jego stosunek do żelaza.

Ponadto wyniki sodu do potasu, cynku do miedzi, miedzi do molibdenu, żelaza do kobaltu etc.

Na temat tych zależności nie wspomina żadna ulotka witamin lub suplementów. Dlaczego?

Naprawdę łykając suplementy diety można narobić sobie duuużo szkody bo w naszym ciele wszystko ma wpływ na wszystko nawet jeżeli ani lekarz ani reklama kolejnych tabletek Ci o tym nie wspomni.

Dodatkowo biorąc suplementy często zaburzamy delikatna równowagę kwasowo zasadową co skutkuje i tak już zbyt mocnym zakwaszeniem organizmu które powoduje lawinę niefajnych następstw. O tym jednak napiszę w oddzielnym poście bo to bardzo rozległy i wyjątkowo ważny temat.

Owe niewinne suplementy bardzo często wchodzą w reakcję z różnymi innymi połykanymi przez nas środkami tworząc swoiste katalizatory wszelkich nieprawidłowości i patologii w funkcjonowaniu naszego ciała.

Wreszcie złożone i wysoce przetworzone „uzupełniacze” i „polepszacze” składowe suplementów zanieczyszczają dodatkowo nasze organizmy, obciążając wątrobę, nerki czy skutkując wypryskami, egzemami i innymi chorobami skóry.

Jednocześnie jednak mam świadomość że przetworzony, zmieniony i zanieczyszczony przez nas świat nie dostarcza nam optymalnej i koniecznej dawki witamin, makro mikroelementów. Rośliny modyfikowane, hodowane bez płodozmianu za to z dużą ilością środków ochrony roślin i wspomagaczy wzrostu nie są w stanie dostarczyć nam tego co potrzebujemy. Przechowywane tygodniami w chłodniach, źle transportowane nie mają już tyle co kiedyś witamin, enzymów i życia. Co więc zrobić?

Ja osobiście jem bardzo dużo roślin: warzyw i owoców w przeważającej większości pochodzących z upraw ekologicznych. Związki w nich zawarte są najlepszymi prekursorami łatwo przyswajalnych witamin i minerałów. Do tego zawarte w nich enzymy wspomagając trawienie zjawiskiem autolizy zwiększając ich skuteczność. Jem codziennie dużo nieprzetworzonych i niepodgrzewanych produktów pochodzenia roślinnego – orzechów i nasion. Dodatkowo aby zwiększyć ich przyswajalność i ułatwić trawienie bez zaburzania układu dosh mocze je na noc w przegotowanej wodzie o temperaturze pokojowej. Używam także suplementów diety ale tylko naturalnych – pochodnych z suszonych owoców, ziół, minerałów lub olejów. Więc na przykład zamiast witaminy C jem suszoną żurawinę, cytryny lub piję sok z aceroli i malin. Zamiast tabletki witaminy A jem dużo kolorowych warzyw, suszone morele i brzoskwinie pije sok z marchwi. Antyoksydanty uzupełniam spożywając suszone zioła i ich mieszanki. Dostarczają one dodatkowo wielu naturalnych mikro i makro elementów potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Miele suszone zioła i jem je. Robię mieszanki ziołowe, które mieszam z miodem lub klarowanym masłem. Według ajurwedy zarówno miód jak i ghee łatwo przenoszą wszystkie związki w tkanki ciała. Dbam o to by spożywać codziennie dużą ilość bardzo różnorodnych roślin, nasion, orzechów i ziół. Dodaje do potraw oleje pochodzące z różnych roślin, pestek i orzechów. Kiedy nie chce mi się suszyć , mielić i mieszać ziół kupuje suplementy ziołowe tylko ekologiczne i naturalne sprawdzonych dobrych marek.

Jem algi i wodorosty w różnej formie. Na wiosnę łykam mumio. Dbam o prawidłową florę jelitową ponieważ jest ona podstawą dobrego przyswajania. Dostarcza też sama ogromnej ilości świetnie przyswajalnych substancji.

Dodatkowo jestem wegetarianką. Produkty odzwierzęce -wszelki przetwory mleka i sery lub jaka stosuje w ilościach minimalnych – jako przyprawy – nigdy jako danie główne. Stanowią one mniej niż 5-10% mojej diety. Słodycze jadam okazjonalnie. Przetworzone grzeszki żywieniowe popełniam rozważnie 🙂

To wcale nie zbiera dużo czasu to wszystko tylko kwestia organizacji i ustalenia priorytetów. Taka dieta podnosi poziom energii i chęci, pozwalając w pełni cieszyć się życiem. Spróbujcie 🙂

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *