W Jogasutrach w sutrze II. 30 Patańdżali pisze: „Niekrzywdzenie, prawda, niekradzenie, wstrzemięźliwość i nieposiadanie są praktykami dyscypliny społecznej.” Pisze o nich jako o podstawach koniecznych: zapewniających nam wewnętrzną zgodę na siebie, której skutkiem jest brak oporu i spokój konieczne do pogłębiania praktyki – jogowej i duchowej.

Według Jogaabhaszji ahimsa to niekrzywdzenie jakiejkolwiek istoty w jakikolwiek sposób. Jest ona zasadą najwyższą, której wszystkie inne jamy i nijamy (zakazy i nakazy moralne) podlegają. W jej idei jest zawarty głęboki szacunek i zrozumienie do wszelkich istot żywych. 

Przede wszystkim więc niezabijanie – nie tylko pojęte jako oczywiste odbieranie komuś życia, ale także jako bardziej subtelne – dawanie przyzwolenia na zabijanie…

Pamiętam kilka lat temu aferę w mediach. Rzecz rozchodziła się o dziecko, które zobaczyło w supermarketowej zamrażarce – calutkiego malutkiego zamrożonego prosiaczka. Rozentuzjazmowana, święcie oburzona i zionąca „słusznym gniewem” matka rozpisywała się na portalu społecznościowym jaką ten widok zostawi traumę jej dziecku. Odpowiedział jej równie oburzony chór poparcia. Nikt – ani jedna osoba – nie zaprotestowała. Nikogo nie obchodził – nic a nic – fakt zabicia malutkiego prosiaczka i zamrożenia go. Chodziło wyłącznie o to, w jakiej formie był podany: że był on w całości, że śmiał wyglądać jak mała świnka…  Nie był zwyczajowym kotletem, który już bez żadnych przeszkód można pokazać dziecku… Śmiał wywołać uczucia… Niedobry on.

Jednak do napisania tego wpisu, zmusiła mnie rozmowa jaką popełniłam w zeszły weekend. 

Otóż mój znajomy zaprotestował gwałtownie podczas rozmowy na temat zabijania karaluchów, które się zalęgły w mieszkaniu. Zapytany przeze mnie dlaczego przeszkadza mu tak bardzo śmierć karalucha, a nie przeszkadza śmierć setek zjadanych codziennie i od lat przez niego zwierząt – odpowiedział: „Bo to nie ja je zabijam. Moja karma nie jest obciążona.”

Hmmm… Wygodnie. Relatywizm moralny nasz jest wielki. 

Wszystko jedno czy rozdeptujesz karalucha czy stwarzasz popyt na kotlet cielęcy lub  kupujesz tuszkę prosiaczka. To ty zabijasz. 

To jest niejasne?

Według ajurwedy mięso zabijanych zwierząt oddziaływuje na nasze ciała przenosząc w nie zwierzęce instynkty (sanskary). Wzmaga ono pożądanie, gniew oraz strach. Te niepozytywne emocje burzą nasz umysł, odbierając nam jasność postrzegania i pełnie świadomości. Dawid Frawley w książce „Ajurweda i joga”, tak o tym piszę : „Dieta mięsna napełnia komórki energią destrukcji, co z kolei pobudza w nich procesy chorobowe i gnilne. Wprowadza ona subtelną energię śmierci do pola naszej aury, ograniczając napływ wyższych rodzajów prany do ciała. Życie stworzeń, które zjedliśmy, obciąża nasze ciało astralne ich negatywnymi uczuciami i doznaniami”. 

Niezależnie czy wierzę w ciało astralne czy nie – wiem, że wraz z naszym przyzwoleniem na zabijanie zwierząt, z naszym relatywizmem moralnym idzie ciąg następstw będący fatalny w skutkach dla całej naszej planety. Oczywisty przykład wycinania lasów deszczowych aby zrobić miejsce na pastwiska, kwestie masowych hodowli zwierząt w potwornych warunkach zbliżonych do holokaustu oraz zagadnienie głodu w niektórych rejonach świata, który można zlikwidować przemieniając pastwiska w pola uprawne  – są bezpośrednimi, daleko sięgającymi skutkami nieprzestrzegania ahimsy. Historia pokazuje nam przecież od lat, że społeczeństwa żywiące się mięsem są mniej tolerancyjne, bardziej skore do przemocy, braku szacunku dla inności i wojen. To społeczeństwa hodujące ludzi nieczułych na cierpienie innych i skoncentrowanych na sobie…

Jednak ahimsa to nie tylko „niekrzywdzenie” pojmowane jako „niezabijanie” – to także niekrzywdzenie na bardziej subtelnym poziomie. Każda forma krzywdzenia drugiej istoty jest zaprzeczeniem ahimsy. Okłamywanie i oszukiwanie, brak tolerancji w każdym przejawie, zawiści i zazdrość, niezrozumienie i niechęć, niesłuchanie, obgadywanie i krytykowanie, wyśmiewanie, obwinianie oraz niedocenianie to tylko niektóre jej przejawy. 

Ahimsa to także bardzo już niemodne zachowywanie granic i kontrola – wypierane coraz skuteczniej przez społeczeństwo globalnej wioski. Zniesienie wielu barier i granic geograficznych będące wymogiem wolnego przepływu pieniądza, globalizacja w każdym aspekcie, rozwój technologi, błyskawiczny przepływ informacji, dowolne kreowanie wizerunków i potrzeb to tylko przykładowe aspekty rzeczywistości, które oprócz pozytywnych stron niosą także himse (krzywdzenie). 

W takim świecie pozornie wolny człowiek poddany jest całkowitej zmianie systemu wartości, dotyka go rozluźnienie więzi społecznych, a nieprzestrzeganie norm i zasad staje się normalne. Postępuje tu brak ideałów i brak wzorców. Wszechobecny egoizm zaś wspiera szereg zachowań rozbudowujących na maksa nasze ego. Jesteśmy bardziej świadomi i mega doinformowani, ale nie bardziej szczęśliwi. Dla wielu ludzi wzrost świadomości jest równoznaczny ze zniesieniem wszelkich ograniczeń – wiedza daje nam złudne poczucie wyższości, poczucie, że możemy wszystko… A to zdaje nam się drogą do szczęścia.

Nic podobnego.  

Za prawdziwą wolnością, która leży u podstaw poczucia dobrostanu powinna podążać bowiem odpowiedzialność. To kontrola – opanowanie  ciała, mowy i umysłu oraz wreszcie kontrola ego daje prawdziwą wewnętrzną wolność, szczęśliwość. Ten typ wolności jest realny ponieważ jest niezależny od zewnętrznych okoliczności, innych ludzi i zdarzeń.

Wzrost świadomości więc powinien być równoznaczny z pielęgnacją ahimsy, życia pełnego zrozumienia i szacunku dla odmienności oraz szeroko rozumianego poszanowania i kontrolowania wszystkich granic. Także granic innych istot.

Wszelkie formy himsy mają bowiem jedną cechę wspólną – powodują nie tylko łatwo przewidywalne następstwa w postaci cierpienia innych istot, zmieniają one także nas samych. Nawet  jeśli sobie  tego nie chcemy uświadamiać…

Wanda Dynowska tłumacząc  indyjskiego mistrza, filozofa Arundala pisała: „Ciało fizyczne jest, ma się rozumieć, w dużej mierze odbiciem duszy i ona sama musi je urabiać, budować, finansować, że się tak wyrażę, ze swojego dorobku i nagromadzonego kapitału. Sam wygląd fizycznego ciała, a tym bardziej jego zdolności, tendencje i potencjalne cechy, wskazują na majątek duszy oraz długi jakie musi w danym życiu spłacić. Nic z czynników wchodzących w skład organizmu, żadna jego cząsteczka nie jest poza wpływem i bezpośrednim wyborem lub skutkiem działań duszy.”

To właśnie jest prawdziwa karma 😉

Majętnej duszy Wam życzę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *