Mój tata – Pan leciwy nieco – lat ponad osiemdziesiąt kilka zwykł mawiać „Konie padają w pracy”. Tak też jest i z nami. Nasz organizm to bardzo skomplikowana ale też bardzo logiczna maszyna. Jeśli ją mocniej obciążamy – szybciej się zużywa. I tyle.

Czym jest jednak mocniejsze obciążanie?

No aspektów jego może być wiele – zarówno tych bardzo namacalnych, łatwo ogarnialnych fizycznych jak i tych subtelniejszych – dotyczących umysłu czy emocji… Bo nie tylko trawimy/przetwarzamy pożywienie ale i… cały nasz świat.

Dziś jednak o fizyczności. Czyli przejadanie się kontra starzenie.

Z punktu widzenia ajurwedy starzenie się to pogłębienie się, nasilenie zaburzenia vata. Im jesteśmy starsi tym więcej w nas eteru i powietrza oraz mniej stabilnych żywiołów. Indyjski staruszek lub staruszka świetnie się wpisywali w ten opis. Byli osobami wysuszonymi i bardzo szczupłymi. Mieli mniejszy apetyt. Często bywali niespokojni, mniej spali, a więcej było w nich lęków wszelakich. Teraz to też się zmieniło…

Cywilizacja nadmiaru i ich dosięgła…

U nas – na Zachodzie/Północy rzecz ma się podobnie. Osoby starsze o wiele częściej obecnie chorują z nadmiaru jedzenia niż z jego niedoboru. Ewolucja zapędziła się sama w kozi róg – poziom kontroli nas za pośrednictwem naszych kupek smakowych i wszelkich przyjemnych doznań okazał się… totalnie ślepą uliczką. 

Żyjemy w czasach kiedy to nie głód, a otyłość zabija. W 2010 roku z głodu i niedożywienia na naszym globie umarło około milion osób, otyłość zaś zabiła w tym czasie trzy miliony…

WHO ustalił cały zespół dolegliwości/zależności powiązany sciśle z permanentnym i ciągłym przejadaniem się. Zespół metabolizmu X – nabyta insulino odporność, zaburzenie gospodarki lipidowej, nadciśnienie, choroba wieńcowa, miażdżyca a wszystko to połączone z otyłością brzuszną. 

No więc: nie. Nie rozgrzeszajmy się. Choroba ta nie dotyczy tylko osób permanentnie otyłych. Często BMI może być w normie. Wystarczy, że masz tylko lekutką nadwagę – taki tam mały brzuszek – tylko tkanka trzewna schowana pod szerszym sweterkiem… Zaburzenie to ma dziś średnio co piąty Polak…

Dziś więc ajurwedyjskie zaburzenie vata związane ze starością objawia się ciut inaczej – dotyczy bardziej umysłu czy ducha niż ciała. Przy nadmiarze ciała mamy niedobór ducha właśnie… Ale o tym następnym razem.

Oczywiście zaburzona vata jest obecna zawsze u osób z olbrzymią otyłością… Ale to raczej rzadkość.

Dziś konkretnie o tym jak choć troszkę opanować apetyt. Co robić aby się nie przejadać.

  1. Jedz wyłącznie proste potrawy. Jak najmniej złożone. Ośrodek kontroli apetytu potrzebuje sporo każdego niuansu smaku posiłku, który właśnie zjadasz. Dlatego im więcej złożoności w jednym daniu tym więcej go zjesz. Szarlotki z lodami i polewą czekoladową zjesz więcej niż jabłek. Kurczaka curry z  ryżem oraz zestawem dipów – zjesz więcej ryżu. Okrutne ale działa.
  2. Im więcej mocnych smaków, smaku umami smaku białek, smaku cukru i soli – tym więcej zjesz. Pamiętaj, że to właśnie sól stymuluje  i wznosi smak wszystkiego.
  3. Zmniejsz ilośc pokarmów smażonych, wędzonych i pieczonych w każdej formie – one także są stymulantami – powodują, że masz ochotę na więcej.
  4. Unikaj słodkich i dojrzałych owoców. Nie pij owocowych soków. Tak – nie pomyliłam się. Łatwo przyswajalne cukry podbiją poziom glukozy – niechybnie powodując jej nadmierny spadek co wzmocni głód, a enzymy trawienne w nich zawarte jeszcze go podkręcą. 
  5. Zwiększ ilość surowych warzyw. Szczególnie zawierających chlorofil – działają wychładzająco na żołądek – po nich apetyt jest mniejszy. Po prostu.
  6. Zwiększ ilość płynów.
  7. Zwiększ ilość smaku gorzkiego. Koniecznie!
  8. Codziennie. Zielone warzywa liściaste, kapusty, sałaty, seler, cykoria i zioła etc. Pij codziennie gorzką mocną czarną herbatę – ona powoduję że grenlina hormon głodu nie wydziela się tak szybko.
  9. Podczas jedzenia – oddychaj głęboko.
  10. Podczas jedzenia – nie śpiesz się. Daj szanse leptynie – hormonowi, który informuje Twój mózg o sytości. Po jakiś 20 minutach jedzenia dopiero zaczyna się wydzielać 🙂

Dziś prosta surówka z kapusty po Tajsku 🙂 Jeśli jesteś ajurwedyjska vata to zwiększ ilość oleistego dresingu, a jeśli jesteś pitta zmniejsz ilość chilli.

Składniki:

1/2 główki kapusty;

1 spora marchewka;

1 mała cebulka;

5-6 strączków groszku cukrowego;

1 spora papryczka chili;

1 ząbek czosnku;

2 łyżki masła orzechowego;

2 łyżki oleju sezamowego;

2-3 łyżki sosu rybnego (może być sojowy, ale to właśnie rybny robi całą robotę);

2-3 szczypty suszonego chilli;

3 szczypty cukru brązowego;

sok z całej limonki;

2 łyżki czarnego sezamu;

2 łyżki orzeszków ziemnych – prażonych i solonych;

Kapustę szatkujemy drobno, wkładamy do woreczka foliowego i wyciskamy dłonią mocna – aż puści sok. Zostawiamy w lodówce na minimum godzinę w woreczku. Przekładamy do miseczki. Marchewką i groszek tniemy na cieniutkie paseczki. Szatkujemy cebulkę i papryczkę chilli. Wszystko dorzucamy do miski z kapustą. Ucieramy ząbek czosnku. Mieszamy utarty czosnek z masłem orzechowym, suszonym chilli, sosem rybnym, olejem sezamowym i sokiem z limonki. Sosem polewamy warzywa i mieszamy. Posypujemy pokruszonymi orzeszkami i czarnym sezamem surówkę.

3 comments

  1. Ta surówka jest super smaczna, dziękuję za przepis. Jestem zaskoczona, że surowa kapusta może być tak dobra. Mam pytanie jeśli można spytać, czy czasem spożywasz produkty odzwierzęce – mam na myśli sos rybny? 😉 Pozdrawiam

    1. Dziękuję 🙂 Tak – używam jak najbardziej. Truciznę od lekarstwa odróżnia dawka 🙂 Sos rybny nadaje intensywnego smaku wszystkiemu – to kwintesencja smaku umami. Jeżeli dodamy go w niewielkiej ilości zaspokoi nasze zapotrzebowanie na ten smak i nie będziemy już mieć tak wielkiej ochoty na inne potrawy o tym smaku na przykład na kotleta 😉 Uściski 🙂

  2. Serdecznie dziękuję za wyjaśnienie:) Spytalam dlatego, ze w przepisie na miso, który był opublikowany na Twoim blogu jakis czas temu, nie bylo dashi 😉 Właśnie robię tę surówkę jest pyszna ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *